poniedzia?ek, 6. maja 2013
#2
eyes_of_the_sun, 20:40h
Oczami byli ślepi wędrowcy,
trędowaci na piedestale,
z rękoma wyciągniętymi w stronę władzy.
To ja,ja,ja.
Lubieżne mlaskanie sprośnych starców,
Umierałaś.
A wówczas wschodziło słońce.
Ich zęby najgłębiej,
najgłębiej,
jak szkarłatu ogrom kuli,
znikają
daleko,
gdzieś tam nieokreślone.
trędowaci na piedestale,
z rękoma wyciągniętymi w stronę władzy.
To ja,ja,ja.
Lubieżne mlaskanie sprośnych starców,
Umierałaś.
A wówczas wschodziło słońce.
Ich zęby najgłębiej,
najgłębiej,
jak szkarłatu ogrom kuli,
znikają
daleko,
gdzieś tam nieokreślone.
... comment